




W późnych latach 70. Włodek Sokołowski, pierwszy Polak, który pokonał w skoku o tyczce 5 m, zaprowadził mnie do jednego z klubów fitness w Nowym Jorku. Największe wrażenie zrobił na mnie ogrom powierzchni, jakim ten klub dysponował. W Polsce bowiem nie było jeszcze wtedy o takich klubach mowy – były u nas, co najwyżej zwykłe siłownie. I niezwykle uderzyło mnie też to, że chodzenie do takich klubów jest w Stanach bardzo popularne. W mojej głowie zakiełkował wówczas pomysł, aby taką ideę przenieść na grunt polski. Do pomysłu wróciłem jednak dopiero wtedy, gdy w Polsce pojawiły się odpowiednie warunki ekonomiczne. Wspólnie z Irkiem Wesołowskim, kolegą ze skoczni, wpadliśmy na pomysł zainwestowania środków właśnie w tym obszarze. Nasz pierwszy klub powstał w centrum handlowym w Warszawie w roku 1999. Uważam, że ten pomysł był strzałem w dziesiątkę. Chociaż aktywnie swój wolny czas spędza wciąż niewielu Polaków, to nawet ten odsetek może zapełnić nasze kluby. Rozwój tego sektora jest zresztą nieunikniony. Postęp cywilizacyjny powoduje, że coraz mniej się ruszamy, korzystamy bowiem z samochodów, wind, schodów ruchomych. Ludzie nie chodzą już tyle, co kiedyś, nie dźwigają już siatek z zakupami, nie mają takiej kondycji jak dawniej. Dbanie o siebie stało się więc koniecznością – tylko w ten sposób możemy uniknąć ewentualnych schorzeń. Cieszę się, że apeli o zdrowy styl życia jest coraz więcej, szkoda tylko, że pojawiają się one raczej sezonowo. Gdy przychodzi wiosna, zewsząd słychać: zadbajmy o siebie. Tymczasem dbać o siebie trzeba przez cały rok.






